Pytanie od jakiego momentu właściwie zaczął się pierwszy rejs La Grace. Po zwodowaniu była holowana około pół mili morskiej za łodzią motorową do boi na środku Kanału Sueskiego. Tam została przycumowana, żebyśmy mogli dokończyć te prace, których nie można było przeprowadzić na lądzie.

21.12. została przeprowadzona próba silnika. Odwiązaliśmy się od bojki i na silniku zaczęliśmy krążyć i pływać na wstecznym między zakotwiczonymi tankowcami. Potem wysadziliśmy Abdula i płynęliśmy w stronę sueskiej mariny w Port Tawfik, pokonując około 9 mil morskich.

Pierwszy prawdziwy rejs natomiast zaczął się dopiero 23 grudnia dokładnie o godzinie 6 rano. Jeszcze było ciemno i była mgła, kiedy oddaliśmy wszystkich 6 cum i powoli wypłynęliśmy przez Kanał Sueski na morze. Po czterech milach skierowaliśmy dziób żaglowca pod wiatr i ze zwycięskim uczuciem postawiliśmy pierwszy żagiel – bezan. Potem już tylko odpadliśmy od linii wiatru i wyłączyliśmy silnik. Ze wschodem słońca zaczęliśmy płynąć na żaglach.

Jeszcze przed siódmą rzuciliśmy się na foka – wejście na reje i rozwiązanie sejzingów, które trzymają żagiel przywiązany do rei.

Postawiony fok dodaje kolejny węzeł do naszej prędkości i przy słabym wietrze płyniemy prędkością około 5 węzłów.

Dochodzi godzina 8 i to czas najwyższy na śniadanie. Klasycznie delektujemy się herbatą oraz zapieczonymi bułkami egipskimi z serem lub marmoladą. Tło stanowią dla nas zakotwiczone tankowce.

Naszym celem jest wyspa Shadwan leżąca 170 mil morskich na południowo południowy wschód. Na szczęście mamy dobre mapy i doświadczonych nawigatorów.

Wzmocnieni śniadaniem stawiamy kolejny żagiel - tym razem fokmarsel. Żaglowiec przyspiesza o kolejnych parę węzłów.

O w pół do dziesiątej przychodzi kolej na grotmarsel – kolejne wejście na reje i rozwiązywanie sejzingów.

Wraz z grotmarslem zaczęło mocniej wiać – około 30-35 węzłów i żaglowiec płynie pełnym kursem prędkością około 8 – 9 węzłów.

Teraz nadszedł właściwy moment, żeby spróbować, jak żaglowiec płynie pod wiatr. Ustawiamy reje i powoli ostrzymy. Jeszcze kawałek i już płyniemy na fale. Brasy od rei niestety nie pozwalają na jeszcze większe wyostrzenie. Prędkość co prawda spadła, ale i tak nadał płyniemy prędkością 5 węzłów. Żaglowiec nie ma prawie żadnego przechyłu.

Grotsztaksel był ostatnim żaglem, którego w tym rejsie postawiliśmy.

Nareszcie możemy w pełni cieszyć się żeglowaniem. Oddalamy się od Suezu i zaczynają się budować fale, które przy baksztagu zaczynają kołysać żaglowcem.

Grotsztaksel nadaje się raczej na półwiatr więc go zrzucamy.

Żaglowiec płynie po wzburzonym morzu prędkością 9 węzłów. Kiedy sternik zboczy z kursu, żeby płynąć półwiatrem żaglowiec płynie jeszcze szybciej. Najpiękniejszy widok na żaglowiec jest chyba od noku bukszprytu.

Jest godzina czwarta i niedługo będzie robić się ciemno. Już zrzuciliśmy bezan i z pomocą gejtaw i gordingów zrzucamy grotmarsel. Marynarze muszą teraz wejść na reje i przywiązać żagiel do rei.

Na zdjęciu tego nie widać, ale żaglowcem rzucało z boku na bok. Na rei było jak na huśtawce, kiedy sternik zdecydował się pokonać rekord prędkości żaglowca – 10,6 węzłów.

Zostają ostatnie dwa żagle. Zaczyna się wielka dyskusja, czy zrzucić jeszcze jeden żagiel, ewentualnie który.

Zrzucamy fokmarsel. Tylko znalezienie właściwych szotów okazuje się wcale nie takie proste.

W nocy płyniemy tylko na foku. Nawet tylko na nim żaglowiec płynie prędkością siedmiu węzłów. Jednej z wacht przez chwilę nieuwagi przy kole sterowym udało się ustawić żaglowca burtą na wiatr. Żaglowiec co prawda nieco się rozkołysał i wygnał Pepę i Dana z koi, ale poza tym nic się nie stało.

Drugi wschód słońca podczas tego rejsu. Za chwilę zobaczymy nasz cel.

.Przed dziesiątą robimy postój w zatoce przy wyspie Shadwan. Musimy się już tylko nauczyć, jak rzucić kotwicę, żeby skorzystać z kąpieli w ciepłym morzu.

Żaglowiec bardzo dobrze sobie radził podczas pierwszego rejsu. Jest szybki, zwrotny i bardzo dzielny. Choć prawie dla połowy załogi był to pierwszy rejs morski, nikt nie zachorował na chorobę morską. Przy dwumetrowych falach na zwyczajnej 49 stopowej żaglówce zachorowałaby co najmniej połowa załogi. Nie mogę też zapomnieć o znakomitych pizzach, które na świąteczną kolację przygotowały nasze śliczne załogantki w roli kuków. Po prostu doskonały rejs!